Strona główna

Wesoły autobus Radosna atmosfera towarzyszyła nam właściwie już od samego początku. Kiedy tylko nasz autobus wytoczył się poza granice miasta, ogarnął nas wakacyjny nastrój. Czuliśmy się swobodnie, lekko i beztrosko, a nasze głowy były pełne pomysłów na spędzenie kilku najbliższych dni. Jak to jest postawić życie na głowie? Wcale nie tak źle! Przekonaliśmy się o tym w Szymbarku. To niewielka miejscowość położona w Borach Tucholskich, która słynie z licznych atrakcji. Jedną z nich jest właśnie uroczy domek, którego dach wyrasta wprost z ziemi. Ten niecodzienny widok trochę nas początkowo zaskoczył. Słyszeliśmy trochę o tej budowli, ale zobaczyć ją na żywo, to już co innego. Tym chętniej weszliśmy do środka, by przekonać się, jak to jest, kiedy życie staje na głowie. Muszę stwierdzić, że łóżko przyczepione do sufitu - podłogi, krzesła wiszące niczym lampy i spacer schodami z pierwszego piętra na parter wprawiły nas w osłupienie i wywołały u niektórych osób zawroty. Było ciekawie, owszem, ale wolę nie wywracać swego życia do góry nogami. W ogniu walki Szymbark miał dla nas jeszcze jedną niespodziankę. Mogliśmy wziąć udział w nietypowej lekcji historii, a dreszczyku dodawał fakt, że odbyła się ona w … bunkrze. Obiekt ten stanowi wierną rekonstrukcję jednego z bunkrów należących w czasie okupacji do TOW Gryf Pomorski. Kiedy weszliśmy się do środka, przewodnik zaskoczył nas swoją propozycją. Zgasił światło, a wówczas do naszych uszu zaczęły dochodzić odgłosy spadających bomb, wystrzałów karabinowych, świst lecących kul. Po każdym wystrzale pojawiał się błysk, więc mogliśmy poczuć się jak w ogniu walki. Kojący szum Bałtyku Wizyta w Szymbarku sprawiła nam wiele radości, ale szum morskich fal i rozwiewający włosy wiatr były tym, na co czekaliśmy chyba najbardziej. Zakwaterowaliśmy się w przytulnym hotelu w Mikoszewie i pełni energii pobiegliśmy, by przywitać się z Bałtykiem. To nic, że było trochę chłodno i robiło się już ciemno. Byliśmy szczęśliwi, że tam jesteśmy, że jesteśmy razem, że jest tak pięknie. W grodzie Neptuna Następnego dnia udaliśmy się do Gdańska, by poznać to piękne miasto i jego historię. To, co zobaczyliśmy, na trwałe pozostanie w naszej pamięci. Spacer ulicą Długą był doskonałą okazją, byśmy mogli z bliska przyjrzeć się wspaniałym obiektom i poczuć klimat tego wyjątkowego miejsca. Bardzo podobały się nam Dwór Artusa i stojąca przed nim od 1633 roku Fontanna Neptuna, która jest symbolem miasta. Lokalna legenda mówi, że to właśnie Neptun przyczynił się do powstania słynnej nalewki gdańskiej Goldwasser. Uderzył trójzębem w wodę, by wyrazić swój sprzeciw wobec wrzucania do fontanny złotych monet. Złoto rozbiło się wówczas na drobne płatki, które poczęły zdobić swym blaskiem gdański likier. Niezwykłe wrażenie wywarł też na nas słynny Żuraw Gdański, największy dźwig portowy średniowiecznej Europy. Niegdyś służył on do przeładunku towarów i stawiania masztów na statkach, a obecną formę uzyskał w latach 1442-1444. Muszę przyznać, że jest świetnie utrzymany i nadal imponuje swym rozmiarem. Ulica Mariacka otworzyła przed nami nie tylko swe tajemnicze oblicze, ale poprowadziła nas również do kościoła Mariackiego, który jest największą ceglaną świątynią gotycką w Europie. Spacerując po gdańskich uliczkach, spotykaliśmy ludzi z różnych zakątków świata, przedstawicieli rozmaitych ras i religii, a języki, które słyszeliśmy, sprawiały, że czuliśmy się czasem, jakbyśmy byli sercem świata. Kolejna lekcja historii Trasa nasza wycieczki nie mogła ominąć Westerplatte, tak przecież ważnego w historii Polski miejsca. W tym roku obchodziliśmy 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, toteż każdy z nas chętnie przybył tam, gdzie wszystko się zaczęło. Byliśmy dumni, że jesteśmy Polakami, że nasi przodkowie tak dzielnie się bronili i nie zabrakło im odwagi w tak trudnej sytuacji. Krzyżacka twierdza Krocząc śladami przeszłości, dotarliśmy też do Malborka, by zwiedzić wspaniały średniowieczny zamek. Budowla olśniła nas swoim ogromem, bogactwem oraz rozwiązaniami architektonicznymi. Zwiedzanie zamkowych komnat, pomieszczeń gospodarczych, spacer po dziedzińcu pozwoliły nam na kilka chwil przenieść się w czasy Zbyszka Z Bogdańca i wyobrazić sobie, jak wyglądało życie w średniowiecznej Europie. Powroty wcale nie są takie złe Wzbogaceni o cenną wiedzę, zaopatrzeni w niezwykłe przeżycia, dumni z naszej historii wracaliśmy do domów. Mimo zmęczenia nikt z nas nie zmrużył oka, przeciwnie - cały czas pozostawaliśmy w wyśmienitych nastrojach, a śpiew, muzyka i wesołe rozmowy sprawiły, że powrotna droga okazała się mgnieniem oka. Przyjemnym wydawał się też fakt, że nasza klasa jest naprawdę zgranym zespołem, że umiemy się dobrze bawić, możemy na siebie liczyć, a przyjaźnie, które umocnił ten wyjazd, mają szansę, jestem pewna, przetrwać wiele, wiele lat.

Joomla 1.6 Templates designed by Joomla Hosting Reviews